Po co żyję na tym świecie? Po to, by poznawszy Boga, jako początek swój, żyć dla Niego a przez to posiąść Go na wieczność jako swój koniec – byt nieskończenie doskonały, wieczny. A wiec życie moje dla Boga musi był pełne poświęcenia, dowodzącego na każdym kroku, że dla Boga żyję, żyję aby Go – ten byt nieskończenie doskonały, wiekuisty – zdobyć i to nie tylko dla siebie zdobyć, bo byłoby to kupiectwem egoistycznym, duchowym, ale zdobyć Go i zdobywać wciąż i wciąż i dawać wszystkim wkoło, aż do końca świata.

Pan Bóg kocha się w odważnych duszach, które ku Niemu z siłą i rozpędem kroczą i pożądają wejść w Jego głębie Najświętsze; Pan Bóg pragnie być pożądanym przez rodzaj ludzki, On chce się przeobficie udzielać i dawać. Lecz dusze ludzkie są albo niedbałe, albo bojaźliwe, nie dowierzają swojemu Boskiemu Szczęściu.

Otóż odwaga w pożądaniu Boga na własność i na wieczność, pożądanie Go nie tylko dla siebie samych, ale dla tysiąca tysięcy dusz jest Bogu nad wyraz miłym i On takim duszom tak potrafi być hojnym, że na każdym kroku cudownie błogosławieństwem cudotwórczym dowodzić będzie.

I dusza słaba, taka nic ze siebie nie znacząca, gdy wejdzie na drogę odwagi w zdobywaniu Boga, stać się potrafi genialną i cudotwórczą. Gdyż Bóg w niej wszystko zdziałać z nią i wokoło niej potrafi, byleby ona wiernie z gorącością i w pokorze ducha dążyła za Bogiem do Boga; posiądzie Go dla siebie i dla innych na wieki w całej pełni. Niech tylko każda spróbuje.