Autograf listu św. Teresy z Los Andes
Autograf listu św. Teresy z Los Andes

Ciąg dalszy listu Juanity (św. Teresy z Los Andes) do brata Lucho:

Drogi Lucho, gdybyś znał gorycz jaką znajduję we wszystkim co mnie otacza, nie dziwiłbyś się, że szukam murów klasztoru w którym mogłabym żyć i spędzić tam całe swoje życie na modlitwie nie zakłócanej już zgiełkiem tego świata. Nie możesz teraz tego zrozumieć, ale będę się modlić by Bóg objawił się twojej duszy któregoś dnia, tak jak w swojej nieskończonej dobroci objawił się mojej. Wtedy sam się przekonasz, że jest niemożliwym nie cierpieć strasznie, kiedy dusza napotyka wiele przeszkód, które nie pozwalają jej trwać nieprzerwanie na tej miłosnej kontemplacji uwielbianego Wszystkiego. Życie pośród tych których kocham czyni to niemożliwym. Troski życia uniemożliwiają to, choćby cieszyło się najpełniejszą wolnością.

Lucho, ty który jesteś tak umiłowany, mówię do Ciebie serce do serca. W tej chwili odczuwam cały ból naszego rozdzielenia. Kocham Cię jak nigdy przedtem. Na świecie jest niewiele rodzeństwa tak sobie bliskiego jak my dwoje. Jednak mimo to mówię Tobie „żegnaj, do spotkania w Bogu”. Tak, Lucho (imię Lucho ozn. po hiszpańsku walkę, zmaganie) mojej duszy. Jest koniecznym bym powiedziała to słowo, które z jednej strony wydaje się tak okrutnym, nie jest jednak takim gdy weźmie się pod uwagę że mówi ono: „Do spotkania w Bogu”. Drogi Lucho, będziemy tam żyć zjednoczenie na zawsze. W Bogu podaruję Tobie nieskończone spotkanie.

(…)

Nie wiesz jak bardzo jestem wdzięczna za twoją miłość, Lucho. Naprawdę wiem że na nią nie zasługuję; uwierz mi jednak, kocham cię dwa razy bardziej, szalenie. Wyobraź sobie teraz: opuszczam nie tylko ciebie, ale jeszcze dwoje ludzi których uwielbiam najbardziej: swojego ojca i swoją matkę. I co jest pewne opuszczę ich dla Boga. Bardzo dużo się nad tym zastanawiałam i nie chcę do tego wracać, ponieważ zostając Karmelitanką zrealizuję w całości ten ideał szczęścia, który sobie wytyczyłam.

Pozostając w świecie byłabym niezdolna osiągnąć to szczęście o którym piszesz; ponieważ cnota jest rośliną której sokami jest Boża łaska. Bez niej, cnota zanika. Powiedz mi szczerze, czy myślisz, że Bóg da mi łaskę gdy okażę się niewierną w podążaniu za Nim? Nie. Kiedy obdarzył mnie odwagą poświęcenia wszystkiego dla Jego miłości, nie może zabraknąć mi hojności. Poza tym jaka łaska może być większa niż dar powołania? I to po tylu dowodach miłości Boga do nędznego stworzenia miałabym pozostać w domu, ze wszystkimi których kocham i pośród wszelkich wygód? Wyrzeka się wszystkiego dla człowieka, ale już dla Boga nie akceptuje się choćby najmniejszego wyrzeczenia!

Gdybyś, drogi Lucho, widziałbyś mnie wychodzącą za mąż za dobrego, młodego mężczyznę, który nie miałby wielkiej fortuny i zabrał mnie na wieś, daleko od was wszystkich, pogodziłbyś się z tym. Jesteś zły, ponieważ to jest Bóg? Kto może uczynić mnie szczęśliwszą niż Bóg? W Nim znajduję wszystko.

Teraz powiedz mi, czy między wszechmogącym Bogiem i jego stworzeniem nie istnieje niepojęta przepaść? Jednak On nie pogardza zniżaniem się do niej aby zjednoczyć ją z sobą i przebóstwić ją. Czy mam prawo wzgardzić ręką Wszechmogącego, Tego, który zachowuje mnie w swojej wielkiej dobroci? Nie. Nigdy. Nikt nie przekona mnie, że moją powinnością nie jest pójście za Bogiem i poświęcenie wszystkiego by odpłacić za Jego nieskończoną miłość najlepiej jak potrafię. Cokolwiek innego byłoby samolubstwem z mojej strony. Mam nadzieję, że oceniasz to w taki sam sposób jak ja.

Odnosząc się do tego co powiedziałeś o chwale Boga, która nie zyskałaby w niczym gdyby wszyscy mieli wstąpić do zakonów – podzielam twoje zdanie. Ty jednak musisz przyznać, że nie wszyscy dobrzy ludzie są wzywani przez Boga do życia zakonnego. Istnieją jednak dusze w które Bóg wlewa pociąg do doskonałości i takie zawodzą nie oddając się jemu.

To prawda, że cnotliwe dusze są potrzebne w świecie, i dziś bardziej niż kiedykolwiek, dobry przykład jest absolutnie nieodzowny; jednak, żeby pozostać w świecie, trzeba cieszyć się specjalną Bożą pomocą. Ja nie mam potrzebnych do tego sił, ponieważ On mnie o to nie prosi.

Jednak większa jest wciąż potrzeba dusz, które całkowicie oddane służbie Bożej, wychwalają Go nieustannie aby zadośćuczynić za rany zadane Mu przez świat; dusz które Go kochają i dotrzymują Mu towarzystwa aby zadośćuczynić za opuszczenie zgotowane Mu przez ludzi; dusz, które modlą się i nieustannie błagają za przestępstwa grzeszników; dusz które ofiarują się w milczeniu, bez żadnych zewnętrznych oznak chwały w ukryciu swoich klasztorów, w intencji upadłej ludzkości. Tak, Lucho, Karmelitanka oddaje więcej chwały Bogu niż jakikolwiek apostoł. Święta Teresa ocaliła więcej dusz przez swoją modlitwę niż święty Franciszek Ksawery, a apostolat ten  pozostawał nieznany nawet jej samej.

Mówisz mi, że zalety które Bóg mi ofiarował powinnam wykorzystać na Jego chwałę. Tak, tak jak mówisz, to prawda że je posiadam. Jak mogłabym oddać większa chwałę Bogu, niż oddając się całkowicie Jemu i poświęcając dzień i noc moje zdolności, tak intelektualne jak i moralne, na poznawanie i kochanie Go? Nie posiadam urody; gdybym ją jednak miała, nie wahałabym się by poświęcić Mu ją również, ponieważ On zasługuje na wszystko co najlepsze i najpiękniejsze

(List do Lucha cz 2, św. Teresa od Jezusa z Los Andes)