Żyłam najbardziej wyczerpującym życiem, ponieważ na modlitwie lepiej rozumiałam moje braki. Z jednej strony wzywał mnie Bóg, z drugiej podążałam za światem. Wielkie zadowolenie dawały mi sprawy Boże, a światowe trzymały mnie skrępowaną. Wydaje się, że chciałam pogodzić te dwa przeciwieństwa – tak wrogie jedno wobec drugiego – czyli życie duchowe z [szukaniem] zadowolenia, upodobaniami oraz rozrywkami zmysłowymi. Na modlitwie przechodziłam wielkie umęczenie, gdyż mój duch nie żył jako pan, ale jako niewolnik. I tak nie byłam w stanie zamknąć się w sobie (albowiem to był cały mój sposób postępowania, który zachowałam na modlitwie) bez zamknięcia razem z sobą tysiąca próżności.

(Księga mojego życia 7, 17 [fragm.] św. Teresa od Jezusa