św. Teresa od JezusaPewnego dnia, w wigilię Ducha Świętego, zaraz po Mszy, udałam się w pewne odosobnione miejsce, gdzie często odmawiałam modlitwy. I zaczęłam czytać w jednym z [tomów] Kartuza [rozważanie] na to święto. A czytając o znakach, których powinni doświadczać ci, którzy rozpoczynają, postępują [lub są] doskonali dla zrozumienia, że Duch Święty jest z nimi. Po przeczytaniu o tych trzech stanach wydało mi się – z dobroci Boga – że z tego, co ja mogłam zrozumieć, On nie przestawał być ze mną. Wychwalając Go, przypomniałam sobie, że gdy poprzednim razem to czytałam, byłam całkiem pozbawiona tego wszystkiego. Albowiem [wówczas] widziałam to tak bardzo wyraźnie, jak teraz dostrzegam u siebie coś przeciwnego. I w ten sposób poznałam, że wielkim był ten dar, który Pan mi uczynił. I dlatego zaczęłam rozmyślać o miejscu, na które zasłużyłam w piekle na skutek moich grzechów, i wznosiłam liczne pochwały [na cześć] Boga, gdyż wydawało mi się, że [obecnie] nie poznawałam mojej duszy, tak bardzo widziałam ją zmienioną.

W trakcie tego rozważania przyszedł na mnie wielki poryw [miłości], bez zrozumienia jego powodu. Wydawało się,  że moja dusza chciała wyjść z ciała, gdyż nie mieściła się w nim, ani nie czuła się [już] zdolna czekać [dłużej] na tak wielkie dobro. Był to poryw [miłości] tak nadmierny, że nie mogłam nad sobą zapanować i – moim zdaniem – był on odmienny od [tych, których doświadczałam] innymi razy. Nie rozumiałam, ani co dolega mojej duszy, ani czego chce, gdyż byłam [ona] tak odmieniona. Oparłam się [o coś], gdyż nawet na siedząco nie mogłam się utrzymać, tak całkowicie zabrakło mi sił fizycznych.

Będąc w tym [stanie], ujrzałam nad moja głową gołębicę, całkiem odmienną od tych tu [na ziemi], gdyż nie miała zwykłych piór, ale skrzydła miała z małych perłowych łusek, które emanowały wielkim blaskiem. Była dużo większa od [zwykłej] gołębicy. Wydaje mi się, że słyszałam furkot jej skrzydeł. Fruwała tak [nade mną] przez jakieś jedno Zdrowaś Maryjo. [Moja] dusza była już w takim stanie, że zatracając się w sobie straciła ją z oczu.

Wobec tak wspaniałego gościa [mój] duch uspokoił się, podczas gdy – w moim mniemaniu – tak cudowny dar powinien go wzburzyć i zdumieć. A gdy zaczął cieszyć się [doświadczeniem tego daru], ustąpił z niego lęk i zaczął się [stan] uciszenia, z cieszeniem się [doświadczaniem Go], pozostając [przez cały czas] w zachwyceniu.

Chwała tego zachwycenia była przeogromna. Przez większość Paschy pozostałam tak bardzo oniemiała i oszołomiona, że nie wiedziałam ani co ze sobą począć, ani jak byłam zdolna do [przyjęcia] tak wielkiej przychylności i tak wielkiego daru. Na skutek tej wielkiej radości wewnętrznej byłam – jak to się mówi – głucha i ślepa. Od owego dnia zauważyłam, że pozostała [we mnie] przeogromna zmiana w [postaci] o wiele wznioślejszej miłości Boga i z o wiele bardziej utwierdzonymi cnotami. Niecha [On] będzie błogosławiony i wychwalany na zawsze, amen.

(Księga mojego życia, 38, 9-11 [fragm.], św. Teresa od Jezusa)