To dopiero uczta, to gody, to wesele, to używanie, to szczęście, gdzie Bóg kocha duszę i oddaje się jej cały, a dusza kocha Boga i cała Mu się nawzajem oddaje, i staje się z Nim jedno, tak, jak w Chrystusie, tak i w każdym wybranym, a on z Bogiem jedno na wieki. To dopiero zaślubiny, to małżeństwo, to miłość, której niebo całe na wieki wieków śpiewa pieśń wesela!

Lecz jest owoc tych zaślubin, tej miłości: tym jest miłość bliźniego. I jak Duch Święty jest dokonaniem miłości Bożej w sobie samej, tak miłość bliźniego jest dokonaniem miłości między Bogiem a człowiekiem. To jest to trzecie, które wyniknąć musi z tej miłości, jeśli jest prawdziwa, ten płód jej, ten znak, to piętno. Gdzie tego nie ma, tam się próżno ktoś łudzi, że Boga kocha. Odpowiedział mu dawno św. Jan, a raczej Duch Św. przez usta Janowe: Jeśliby kto rzekł, iż miłuje Boga, a brata swego nienawidził, kłamcą jest (1 J 4,20).

(Kazanie na Niedzielę XVII po Zielonych Świątkach. O miłości Boga i bliźniego, 1857 r. [fragm.], sł. Boży ks. Piotr Semenenko)