Pies zawinił, uderzyłam go, a on schylił łeb jeszcze niżej. Potem idę do refektarza, a on przychodzi, przepędzam go, a on wraca, przepędzam go znowu, a on siada przy drzwiach i patrzy na mnie takimi oczami, że wzbudza moje współczucie. Dałam mu więc kawałek chleba. Wówczas myśl o dobroci Boga wobec duszy, która wraca do Niego, tak jak ten pies, powracała do mnie, ogarniała mnie, i czułam, że dla Niego jest czymś jeszcze bardziej niemożliwym, by nie mieć dla nas współczucia…