Postanowiłem  zostać  kapłanem  i  zdałem  egzamin  wstępny  do seminarium.  Teraz  przygotowywałem  się  do  dnia, w  którym  miałem  założyć ubiór kleryka.  W  zamyślenie  wprawiło  mnie  przekonanie,  że normalnie zbawienie lub zguba naszej duszy zależy od kierunku, jaki nadamy naszemu życiu.

Prosiłem  wielu  przyjaciół,  by  modlili  się  za  mnie.  Odprawiałem nowennę. W dzień św. Rafała, 25 października, przystąpiłem do spowiedzi i do  Komunii  świętej.  Przed  uroczystą  mszą  proboszcz  z Castelnuovo,  ks. Cinzano, pobłogosławił szatę kleryka i kazał mi ją założyć. Kazał  mi  odłożyć  świeckie  ubranie  z  tymi  oto  słowami:  „Niech  cię Pan wyzwoli ze starego człowieka z jego uczynkami i skłonnościami”. A ja powiedziałem  sobie  w  sercu:  „Ileż  starych  rzeczy należy  wyrzucić  z  mojego życia!  Mój  Boże,  wykorzeń  moje  złe  nawyki”.  Kapłan  wręczył  mi  białą koloratkę, mówiąc przy tym: „Niech Pan przyoblecze cię w nowego człowieka, który  został  stworzony  według  Boga  w sprawiedliwości  i  świętości”. Poczułem  się  głęboko  wzruszony  i  w  duchu  rzekłem:  „Mój  Boże,  spraw,abym  zaczął  rzeczywiście  nowe  życie  w  myślach,  słowach  i  uczynkach. Maryjo, bądź moim zbawieniem”.

Po mszy – niespodzianka. Proboszcz poprosił mnie, bym towarzyszył mu  na  przedmieściu  Bardella,  gdzie  obchodzono  właśnie  święto  patrona dzielnicy. Chciał mi tym zrobić przyjemność, ale okazało się, że charakter tej imprezy  nie  bardzo  dla  mnie  pasował.  Wydawałem  się  kukiełką  w  nowym stroju, która wystawia się na pokaz, aby ją chwalili. Miało to jeszcze inne złe strony. Po tygodniach skupienia, będących okresem  przygotowania  do  tego  dnia,  musiałem  uczestniczyć  w  obiedzie wśród  mężczyzn  i  kobiet,  którzy  zgromadzili  się,  by  się  pośmiać,  pogadać, zjeść,  popić  i zabawić  się.  Mówiono  o  zabawach,  grach  i  meczach.  Cóż wspólnego  mogli  mieć  oni  z  kimś,  kto  zaledwie  parę  godzin  wcześniej przywdział świętą szatę, by całkowicie poświęcić się Bogu?

Proboszcz  to  zauważył. W  drodze  powrotnej  do domu zapytał  mnie, dlaczego przez cały czas byłem zamyślony. Szczerze mu odpowiedziałem, że poranne obrządki kłóciły się z popołudniowym nastrojem. Dodałem:
–  Czy  ksiądz  sam  zresztą  nie  widział  tych  duchownych,  prawie  że pijanych,  i  pajacujących  za  stołem?  Niemalże  obrzydzili  mi  postać  kapłana. Gdybym miał stać się podobnym do nich, wolałbym zdjąć tę szatę i żyć jak ubogi chrześcijanin.
Proboszcz odrzekł mi:
–  Świat jest niestety taki i trzeba go brać, jakim jest. Musisz zobaczyć zło, by potem go unikać. Nikt nie zostanie dobrym żołnierzem, jeśli nie zna się na broni. My, którzy ciągle toczymy walkę z nieprzyjacielem dusz, musimy tak postępować.
Nic na to nie odpowiedziałem, ale w duchu postanowiłem:
–  Nigdy więcej nie będę uczestniczył w przyjęciach, jeśli nie okaże się to absolutnie konieczne dla chwały Bożej.

W następnych dniach wiele razy rozmyślałem nad moim stylem życia. Musiałem  go  radykalnie  zmienić.  Co  prawda,  i  do  tej  pory  nie  byłem złym człowiekiem,  ale  w  mojej  postawie  dominowały:  rozproszenie,  duma,  chęć zabawy, bieganie, czyli rozrywki – rzeczy, które dają chwilową radość, a nie zaspokajają serca. By ustalić program nowego, odmiennego stylu życia, który miał mnie już na zawsze obowiązywać, sformułowałem sobie siedem postanowień:

1.  Nie będę więcej uczestniczył w publicznych występach i jarmarkach. Nie będę chodził do teatru i przyglądał się zabawom. Zrobię co tylko się da, by nie uczestniczyć w obiadach i przyjęciach.
2.  Nie  będę  więcej  występował  jako  iluzjonista  ani  linoskoczek.  Nie  będę chodził po linie, grał na skrzypcach i uczestniczył w polowaniach, sądzę bowiem, że rzeczy te są sprzeczne z życiem księdza.
3.  Zawsze znajdę czas na rozmyślania i medytacje. Będę wstrzemięźliwy w jedzeniu  i  piciu.  Będę  spał  tylko  tyle  godzin,  ile  jest  niezbędne  dla zdrowia.
4.  Dotychczas  czytałem  wiele  książek  świeckich.  Odtąd,  by  służyć  Bogu, będę czytał książki o tematyce religijnej.
5.  Ze wszech sił będę zwalczał myśli, słowa i lektury sprzeczne z duchem czystości i praktykował będę wszystko, co służy zachowaniu tej cnoty.
6.  Codziennie będę się modlił do Pana. Każdego dnia odprawię rozmyślanie i czytanie duchowe.
7.  Codziennie opowiem kolegom, przyjaciołom i krewnym takie zdarzenia i poruszę myśli, które służą dobru. Jeśli nikogo nie spotkam, będę mówił o budujących rzeczach przynajmniej z matką.

Tak przedstawiają się postanowienia, jakie podjąłem w dniu, w którym zostałem klerykiem. Aby dobrze utkwiły w pamięci, stanąłem przed obrazem Matki  Boskiej,  tam  je  odczytałem  i  złożyłem  jej  formalne  przyrzeczenie,  że będę  ich  przestrzegał  bez  względu  na  wyrzeczenie,  jakie  trzeba  będzie ponieść.

(Wspomnienia Oratorium [fragm.], św. Jan Bosco)