Przemoczona nocną rosą, wbiegła Magdalena z powrotem do ogrodu. Płaszcz opadł jej z głowy na barki, długie włosy rozwiązały się i opadły falą na plecy. Nie mając nikogo przy sobie, nie odważyła się Magdalena wejść zaraz do groty; zatrzymawszy się więc na skraju u wejścia, schyliła się, zaglądnęła do groty przez niżej położone drzwi, by ujrzeć grób; opadające bujne włosy odgarnęła i przytrzymywała rękoma. Zaglądając tak ciekawie, ujrzała dwóch aniołów w białych szatach, siedzących u wezgłowia i w nogach grobu.

Równocześnie doszły do jej uszu słowa: „Niewiasto, dlaczego płaczesz?” – Zawołała więc żałośnie: „Wzięto Pana mego; nie wiadomo dokąd”. A widząc, że w grobie leżą tylko same całuny, rozglądnęła się wokoło, jak gdyby spodziewała się ujrzeć gdzie Jezusa. Jakieś nieokreślone przeczucie mówiło jej, że Pan jest gdzieś blisko, a nie zbiło ją z tropu nawet zjawienie się aniołów. Nie zastanawiając się prawie nad tym, że to aniołowie mówią do niej, myśl jej zajęta była wyłącznie tym jednym zagadnieniem: „Nie ma tu Jezusa! Gdzież jest Jezus?”. Odszedłszy nieco od grobowca, zaczęła błądzić wkoło, jak ktoś, kto szuka trwożnie zgubionego przedmiotu. Bujne włosy rozsypały się jej po plecach na obie strony, więc usunąwszy je na prawo, ujęła w obie ręce, przygładziła trochę, odrzuciła w tył i znowu zaczęła się rozglądać.

Nagle o dziesięć może kroków na wschód od grobowca, w miejscu, gdzie ogród podnosi się ku murom, ujrzała w mroku wysoką, białą postać, stojącą wokół zarośli za drzewem palmowym. Pobiegła w tę stronę i znowu usłyszała słowa: „Niewiasto, czego płaczesz? Kogo szukasz?”. Magdalena myślała, że to ogrodnik, bo rzeczywiście postać trzymała łopatę w ręku, a na głowie miała płaski kapelusz, podobny do używanej tu kory, przywiązanej nad czołem dla ochrony od słońca, zupełnie tak, jak przedstawił mi się ogrodnik w przypowieści, którą Jezus opowiadał niewiastom w Betanii tuż przed Jego męką. Postać, zjawiająca się Magdalenie, nie była świetlista, lecz podobna zupełnie do zwyczajnego człowieka, jak wyglądałby o zmierzchu, ubrany w białą suknię. Na zapytanie, kogo szuka, zawołała Magdalena natychmiast:”Panie, jeśli ty Go wziąłeś, to powiedz, gdzieś Go podział? A ja Go zabiorę”. I znowu zaczęła się rozglądać, czy nie ujrzy gdzie Pana w pobliżu.

Wtedy Jezus – On to był bowiem – rzekł zwykłym, znanym jej głosem: „Mario!” – Magdalena, poznawszy Pana po głosie, zapomniała o ukrzyżowaniu, o śmierci i pogrzebie, upadła przed Nim na kolana i wyciągnąwszy ręce ku Jego stopom, zawołała, jak zwykła była Go dawniej nazywać: „Rabbuni? [Mistrzu mój?]”. Jezus powstrzymał ją jednak, wyciągnąwszy rękę przed siebie, i rzekł: Nie dotykaj Mnie! Nie wstąpiłem jeszcze do Ojca Mego. Wracaj do Mych braci i powiedz im te słowa:<<Idę do Ojca Mego i Ojca waszego, do Boga Mego i Boga waszego!>> [por. J 20,17]. Po tych słowach znikł Jezus w jednej chwili sprzed oczu Magdaleny.

Otrzymałam objaśnienie, dlaczego Jezus zabronił Magdalenie dotykać się Go, ale już nie potrafię tego dokładnie powiedzieć; zdaje mi się, dlatego  że Magdalena z taką gwałtownością rzuciła się do uściśnięcia stóp Jego, z tym uczuciem, jakby żył jeszcze, jak przedtem, i jakoby nic się nie zmieniło. Słowa Jezusa: „Nie wstąpiłem jeszcze do Ojca Mego” oznaczały, jak się dowiedziałam, że jeszcze po Zmartwychwstaniu nie stawił się przed Swym Ojcem Niebieskim i nie podziękował Mu za zwycięstwo nad śmiercią i odkupienie ludzkości. Chciał przez to niejako powiedzieć Jezus Magdalenie, że pierwsze radości Bogu się należą, że więc i ona powinna się najpierw zastanowić i podziękować Bogu za dopełnienie Tajemnicy Odkupienia i zwycięstwo nad śmiercią.

Gdy Jezus zniknął, podniosła się Magdalena i niepewna, czy był to sen, czy jawa, pobiegła jeszcze raz do grobu. Widząc same całuny i aniołów, doszła wreszcie do przekonania, że rzeczywiście Jezus zmartwychwstał cudownie, więc pospieszyła do swych towarzyszek. Jezus pojawił się Magdalenie mniej więcej o godzinie pół do trzeciej.

(…)

W Magdalenie żal [za grzechy] i miłość ku Jezusowi przezwyciężyły wszelką trwogę. Nie troszcząc się teraz o nic, z pełną poświęcenia odwagą naraża się na niebezpieczeństwo. Nieraz biega po ulicach z rozpuszczonymi włosami. Gdziekolwiek natknie się na ludzi, czy w domach, czy na publicznych placach, wyrzuca im zamordowanie Jezusa, opowiada z zapałem o swych własnych winach i o ich znaczeniu jako przyczyny śmieci Jezusa. Jeśli nie napotka nikogo, błądzi po ogrodach i powtarza to samo drzewom, kwiatom i studniom. Często gromadzą się ludzie koło niej; jedni litują się nad nią, inni szydzą z niej, pogardliwie wspominając dawniejszy jej sposób życia. W ogóle nie zażywa Magdalena szacunku u ogółu ludności, bo dawniej szerzyła za wiele zgorszenia. I teraz wielu Żydów gorszy się tym gwałtownym okazywaniem boleści, a nawet zdaje się pięciu próbowało ją pojmać; lecz ona przeszła pośród nich, postępując [dalej] tak samo, jak dotychczas. Zapomniała teraz o całym świecie, a tylko wzdycha za Jezusem.

(Życie Marii Magdaleny opowiedziane przez . Annę Katarzynę Emmerich, [fragm.] opr. ks. Krzysztof Stola)