Mądrość Przedwieczna: – „Wiedz, że chociaż nie zdawałeś sobie z tego sprawy, nieraz już byłeś więźniem śmierci i chciała cię ona niespodziewanie uprowadzić z tego świata, tak jak to czyni z niezliczoną rzeszą ludzi. Pokażę ci teraz jednego spośród nich. Otwórz swoje zmysły wewnętrzne, patrz i słuchaj! Przyjrzyj się okropnemu obrazowi tej śmierci w twoim bliźnim. Nie strać ani jednego słowa jego żałosnej skargi, którą usłyszysz”.

Sługa ujrzał wówczas  w duchu okropną postać człowieka umierającego bez przygotowania, usłyszał jego krzyki i te oto rozdzierające słowa: Ogarnęły mnie fale śmierci (Ps 18,5). Biada mi, Boże niebios! Biada mi, żem na ten świat przyszedł! Życie moje zaczęło się pośród krzyków, a oto także mojemu odchodzeniu towarzyszą wołania i gorzkie łzy. Prawdziwie otoczyły mnie jęki śmierci, chwyciły mnie boleści piekła. O śmierci, potworna śmierci, jakimże jesteś przykrym gościem dla mojego młodego, radosnego serca! Jak zaskoczyło mnie twoje przyjście! Zaatakowałaś mnie od tyłu i z nagła dopadłaś. Prowadzisz mnie w swoich kajdanach, tak jak prowadzą skutego skazańca na miejsce stracenia.

Ręka o rękę bije nad głową, wykręcam je z bólu, gdyż chciałbym się jej wyrwać. Rozglądam się na wszystkie strony świata – może mi ktoś przyjdzie z pomocą lub radą. Na próżno jednak! Słyszę w sobie tylko głos śmierci i te jej śmiertelne słowa: „Nie pomogą ci ani przyjaciele, ani majątek, ani wiedza, ani spryt. Twoje przeznaczenie  musi się spełnić”. Czy rzeczywiście tak być musi? Czy muszę odejść? Czy teraz nadejdzie rozłąka? Po cóż się więc rodziłem? O śmierci, śmierci, czego chcesz we mnie dokonać?

Sługa: – „Przyjacielu, po cóż to wzburzenie? Taki jest wspólny los biednego i bogatego, młodzieńca i starca. A znacznie wyższa jest liczba tych, którzy zmarli przedwcześnie, niż tych, którzy dożyli swego czasu. A możeś mniemał, że ty jeden unikniesz śmierci? Byłaby to wielka nierozumność!”

Człowiek: – „Boże, jaka to gorzka pociecha! Nie jestem nierozumny. Nierozumni są ci, którzy żyli nie myśląc o śmierci i którzy się jej nie boją. Są oni ślepi, umierają jak bydlęta, nie wiedzą, jaki ich czeka los. Nie skarżę się, że muszę umrzeć, skarżę się tylko na to, że mnie to dosięgło bez przygotowania. Umieram, a nie jestem na śmierć przysposobiony! Nie płaczę tylko dlatego, że życie moje kresu dobiega, lecz wołam i opłakuję te cenne a stracone dni, które minęły pośród rozkoszy, zupełnie bezużytecznie. Jestem jak płód poroniony, jak kwiat wyrwany w maju. Dni moje przeleciały szybciej niż strzała wypuszczona z łuku. Pogrążam się w zapomnienie, jakbym nigdy nie istniał, jak ślad ptaka, zamykający się zaraz za nim, którego nikt nie dostrzeże.

Dlatego to moje słowa zaprawione są goryczą, a mowa moja pełna głębokiego bólu. Bo któż mnie, biednemu, przywróci dawne dni? któż sprawi, bym jak wtedy miał przed sobą wiele cennego czasu, a przy tym wiedzę, jaką mam teraz? Niestety, wówczas gdy miałem przed sobą wiele czasu, nie ceniłem go, trwoniłem go na marności i szaleństwa. A oto teraz umknął mi! I nie mogę go cofnąć , nadrobić go nie mogę. Choć tak krótkie wydawały się przelatujące godziny, powinienem był wyżej je cenić i być za nie bardziej wdzięczny niż nędzarz, któremu ofiarują królestwo. Oto teraz oczy moje ciekną tymi jasnymi łzami, niezdolnymi przywrócić straconego czasu. O, niebios Boże! Czemuż zmarnowałem tyle dni w bezczynności, a teraz tak niewiele mam z nich pożytku! Dlaczego przez cały ten czas nie uczyłem się, jak należy umierać?

Wy, róże kwitnące, które macie przed sobą tyle jeszcze życia, patrzcie na mnie i uczcie się. Zwróćcie ku Bogu waszą młodość i tylko z Nim spędzajcie cały czas, ażeby wasz los nie był podobny do mojego. Młodości moja, jakże ja cię roztrwoniłem! Panie niebios, słuchaj moich nie kończących się skarg! Nikomu nie chciałem wierzyć. Moje nieokiełznane serce nikogo nie chciało słuchać. A oto teraz, Boże, wpadłem w sidła okrutnej śmierci. Minął czas, znikła młodość. Lepiej byłoby dla mnie, gdyby łono mej matki stało się moim grobem (por. Hi 10,18), nie byłbym wtedy tak zmarnował tego cennego czasu. (…)

Jak pewną drogę stanowi skrucha i dobrowolne nawrócenie się człowieka będącego panem siebie! Kto o nich zapomina, sam może zostać zapomniany. Zawsze na później odkładałem nawrócenie, a teraz nie starcza mi na nie czasu! Zgubę moją spowodowały dobre intencje, którym nie towarzyszyły uczynki i dobre, ale nie spełniane, przyrzeczenia. Boga odkładałem z dnia na dzień, aż wpadłem w noc śmierci. O wszechmogący Boże, czyż nie jest to nieszczęście ze wszystkich najgorsze? Jakże mam nie cierpieć skoro tak zmarnowałem całe moje życie, moje trzydzieści lat? Nie wiem, czy choćby jeden dzień przeżyłem, jak powinienem, w całkowitym podporządkowaniu się woli Bożej. Nie wiem, czy choć jeden raz dla Boga coś zrobiłem, co by się Mu naprawdę podobało. Na myśl o tym pęka mi serce. Boże, jakże niegodny stanę przed Tobą i przed zastępami niebieskimi!

Sługa: – „Drogi przyjacielu, twoja niedola poruszyła moje serce. Zaklinam cię na Boga żywego, daj mi jakąś radę, ażeby mnie nie spotkało takie samo nieszczęście”.

Człowiek umierający bez przygotowania: – „Oto najlepsza na ziemi rada, najgłębsza mądrość, największa przezorność: przysposobić się dokładną spowiedzią, jak też wyrzeczeniem się tego wszystkiego, co jest przeszkodą do zbawienia, a przez cały czas tak postępować, jakbyś miał opuścić ten świat dzisiaj czy najpóźniej w tym tygodniu. Wyobraź sobie, że twoja dusza przebywa w czyśćcu, że ma tam za swoje grzechy pozostać dziesięć lat, i że zaledwie ten jeden rok został ci dany, by jej dopomóc. Spoglądaj na nią często i słuchaj, jak nieszczęsna woła ku tobie: «Najdroższy mój przyjacielu, podaj mi rękę! zlituj się nade mną! przybądź mi z pomocą, żebym wkrótce wyszła z tego straszliwego ognia. Jestem bowiem tak opuszczona, że nikt oprócz ciebie nie spieszy mi z pomocą. Zapomniał o mnie cały świat, każdy myśli tylko o sobie». (…)

Patrz, na sto osób noszących habit (o innych nie chcę tu mówić) żadna nie zwraca uwagi na moje słowa i nie myśli o nawróceniu i naprawie swojego życia. W rezultacie doszło do tego, że na stu ludzi nie ma ani jednego, który by, jak ja, nie wpadł nieprzygotowany w sidła śmierci. Szczęśliwi jeszcze ci, którzy nie umierają nagle i bez świadomości! Fałszywy honor, wygody ciała, niestałe miłości i chciwe zaspokajanie potrzeb życiowych zaślepiają wielu.

Jeśli chcesz jednak należeć do małego grona tych, którym oszczędzono tej smutnej śmierci bez przygotowania, stosuj się do moich pouczeń. Częste rozmyślanie o śmierci, pilne czuwanie nad własną biedną duszą, która tak żałośnie woła do ciebie, sprawią wkrótce, że nie tylko bez obawy będziesz myślał o śmierci, ale nawet całym pragnieniem swego serca będziesz jej wyglądał. Codziennie wspominaj mój przykład, moje słowa zapisz głęboko w swoim sercu. Spójrz na moje wielkie nieszczęście! ono się stanie wkrótce twoim udziałem. Popatrz na tę straszną noc! Szczęśliwy, że się narodził, kto do tej godziny zbliża się przygotowany. Choćby śmierć jego była gorzka, odchodzi pogodny i spokojny, bo aniołowie go strzegą, towarzyszą mu święci, przyjmuje go niebieski dwór, a jego ostatnia podróż jest wejściem do wiecznej ojczyzny”.

(Księga Mądrości Przedwiecznej [fragm.], bł. Henryk Suzo)