Całą doniosłą życiową kwestię stosunku mego do kobiety rozwiązałem już. Dzięki Tobie, Boże, i w Tobie. Niech zginą wszelkie marzenia moje o małżeństwie z Agnieszką, a szczególnie z Gabrysią. Obecnie tylko z konieczności, jak św. Jan Bosco, chcę przestawać, mówić z kobietami. A jako przedmiot szczegółowego rachunku sumienia obieram walkę z brudem ciała, walkę o czystość. Chcę wypróbowany w czystości z solidną walką, z tą moją gorącą krwią i namiętnością, stanąć u stopni ołtarza. I w subdiakonacie złożyć Bogu ślub czystości na życie całe. Jezus mym oblubieńcem. Jezu, rozpal mnie miłością swoją, bym tylko kochał Ciebie.

Zdanie: „Dobrze by jednak było, aby księża się żenili”, wypowiedziane przez panią Kentzerową, a przeze mnie aprobowane, dopiero teraz poznaję jako fałszywe. W świetle tego ideału koniecznego kapłańskiego. Kapłan musi ukochać Eucharystię, bo inaczej nie jest kapłanem. A miłując Eucharystię, tę pełnię miłości, nie może już ukochać żony i domu. I tysiące kolizji wejdzie do duszy jego, i ciężkie byłoby jego życie. Przykładem skarga księdza unickiego. I teraz rozumiem, że tylko obniżenie tego ukochania Eucharystii, Jezusa, obniżenie równocześnie swej wartości kapłańskiej, może spowodować słusznym owo zdanie o małżeństwie księży. Ksiądz kochający żonę nie może w pełni ukochać centra swej działalności i pracy: Jezusa Eucharystycznego. Albo to, albo to. Jak się cieszę, że wreszcie raz skończyłem tę kwestię.

(Pamiętnik, 1.10.1935 r. [fragm.], bł. Wincenty Frelichowski)