W Jerozolimie, w owym najwspanialszym dziele Salomona był ołtarz, który właśnie służył do spalania kadzidła. Nieco wyżej wskazaliśmy, że serce człowieka jest ołtarzem. Czyż z niego nie powinno nieustannie wznosić się przed oblicze Pana najwonniejsze kadzidło? Mam na myśli modlitwę. Do niej zachęca nas Apostoł, mówiąc: Bez przerwy się módlcie (1 Tes 5,17). Niewątpliwie, za najbardziej opustoszałą można uważać tę mistyczną świątynię Boga, w której nie spala się kadzidła ustawicznej modlitwy. Należy więc modlić się myślą, słowem, westchnieniami i łzami. Takim też słodkim zapachem modlitwy należy usunąć wszystko, cokolwiek jest w nas cuchnącego. Najlepiej poleca to św. Bernard: „Gdziekolwiek będziesz, módl się w swoim sercu. Jeśli będziesz daleko poza kaplicą, nie szukaj specjalnego miejsca, ponieważ ty jesteś miejscem modlitwy. Jeśli będziesz w łóżku lub w innym miejscu, módl się, a tam będzie świątynia”.

Kto w taki sposób trwa na modlitwie i w niej ciągle się ćwiczy, ten nie tylko obmyje wszystkie swoje nawet najcięższe nieprawości, ale wejdzie w taką zażyłość z Bogiem, że już nie będzie Jego niewolnikiem, lecz przyjacielem, a nawet synem; co więcej, tak bardzo będzie złączony z Bogiem, że w Bogu, z Nim i przez Niego będzie mógł wszystko.

Stąd Beda Czcigodny, mając na myśli wspomniany ołtarz kadzielny, mówi: „Ołtarz ten znajdował się obok wyroczni, to jest Świętego Świętych, czyli w pomieszczeniu zewnętrznym, ale blisko bramy pomieszczenia wewnętrznego. Ten ołtarz jest obrazem ludzi doskonałych, którzy jeszcze ciałem przebywają na świecie, ale całym pragnieniem wzniesieni są ku niebu. Wysyłają do Świętego Świętych jakby dym wznoszący się z płonącego kadzidła, ponieważ płonąc niebiańską miłością, docierają częstymi modlitwami do uszu Stwórcy, i o ile bardziej są czyści i bliscy nieba, o tyle szybciej otrzymują od Pana to, czego się domagają. Na tym ołtarzu paliły się nie mięsa ofiar, lecz same tylko wonne kadzidła, ponieważ tacy już nie mają potrzeby przez ofiarę uśmiercać w sobie grzechów ciała i kuszących myśli, lecz przez ogień wewnętrznej miłości ofiarowują przed obliczem Stwórcy tylko wonności modlitw oraz pragnień duchowych”.

Te właśnie dusze, oddające się gorliwej modlitwie, mogą w jednym momencie więcej pomóc całemu Kościołowi niż wszyscy kaznodzieje kazaniami, doktorzy wykładami, spowiednicy szafarstwem sakramentu pokuty. Mogą przywrócić umarłych do życia, złych skłonić do poprawy, mogą zniszczyć całe armie, odwrócić głód, oddalić zarazę, mogą wszystko zdziałać, wsparci podczas modlitwy dwoma ramionami: wiarą i miłością. O takich to zdaje się mówić pisarz Księgi Powtórzonego Prawa: Będą kłaść kadzidło czasu zapalczywości twojej i całopalenie na ołtarzu twoim (Pwt 33,10), co wyjaśniając mi, znany komentator tak powiedział: „Modlitwa świętych jest najmilszym kadzidłem dla Boga, którym łagodzi się gniew Pana wobec grzeszącego ludu, ponieważ oczyszczona z wszelkiego ziemskiego brudu, rozpalona niebieskim pragnieniem, płonie przed obliczem Boga i z ołtarza serca oddanego Bogu jakby całopalna ofiara wznosi się w górę jako płomień pobożności”.

Wobec tego, chrześcijaninie, obierz sobie aprobowane za poradą roztropnego i pobożnego męża stałe modlitwy i nigdy ich nie porzucaj. To bym ci zalecał jako bardzo pożyteczne! Miej też zwyczaj pobożnego rozważania męki Pańskiej, czterech rzeczy ostatecznych, życia Jezusa Chrystusa, Najświętszej Dziewicy i świętych, przebywających w niebie, abyś praktykując tę pobożność, oczyścił się, oświecił i przez naśladowanie osiągnął tych, do których wspólnoty pragniesz być po śmierci włączony. Miłość do Boga spali to kadzidło, choć nie bez pomocy pokory. Jeśli bowiem będziesz pokorny, jak powiedział któryś ze świętych, Duch Święty nauczy cię modlitwy. On sam dostarczy ci kadzidła, sam je zapali, sam roznieci płomienie i sam przyjmie najsłodszy zapach.

(Mistyczna świątynia Boga [fragm.], bł. Stanisław Papczyński)