Cóż my czynimy? Ach, czemuż, o moja duszo, trwamy w staraniach daremnych? Pojawiają się oto osoby bez pouczenia i doktryny, mężczyźni i kobiecinki, i w ekstazie porywają niebo. My natomiast, z całą naszą erudycją, ach, zagłębiamy się w piekło, podczas gdy serca gubią się nam pośród marnych myśli. Uważamy siebie za mądrych, a przecie wielcy z nas głupcy. I oto wieśniacy i kobiety, bardziej przykładem niż słowem, uczą nas pogardy dla spraw ludzkich, wynikającej wprost z Chrystusa. To my jesteśmy głupcami, co gonią za głupstwem tej ziemi, niby ucząc innych go unikać; wysławiamy łaskę wiekuistą, a gonimy za dobrem dnia jednego.

Tymczasem chłopcy, a wręcz dzieci, unikają świata i trawiącej go żądzy, dobrze wiedząc, że co ziemskie, to przemija. My zaś czynimy doprawdy jak świnie i epikurejczycy; rozprawiamy o cnotach zewnętrznych, a w swym wnętrzu – za doktryną cyników – cenimy jako dobro najwyższe przyjemność naszego ciała. Ach, co ja czynię? Czemu zwlekam? Czemu chwieję się i nie postanawiam? Czy nie dostrzegasz człowieczej ślepoty i zatwardziałości? Na co ty czekasz, moja duszo?

Wstań i nie wstydź się brać przykład z tych dzieci i kobiecinek, uczyń ich sobie wzorami. Wstań i wraz z maluczkimi „ach, porzuć ziemie okrutne i opuść brzeg niegościnny”, ucieknij z Sodomy i Gomory, wyjdź z Egiptu, zostaw faraona; umykaj z motłochu pysznych; mijaj młodość pozbawioną ideałów, szkaradną starość i ambitną nędzę. Tu wszyscy chwalą przywary i naśmiewają się z cnoty. Kto dba o swoją ogładę i przykłada się do umiłowania mądrości, jest okrzyknięty dziwakiem, kto żyje skromnie i czysto – wnet ogłoszony jest głupcem; pobożnego nazywają złośliwym, sprawiedliwego – okrutnikiem; kto wierzy w Boga – to ignorant; ten, kto jedynie w Chrystusie pokłada swoje nadzieje, jest wyszydzony od wszystkich; miłosierny się wydaje słabym.

Kto, przeciwnie, odziera z ich mienia ubogich, sieroty i wdowy, ten jest po prostu przebiegły; mądry, kto gromadzi pieniądze; szanowany, kto z większą bystrością potrafi znaleźć chytre słówko. Nie jest mężczyzną, kto potrafi z nieszczęśliwego swego serca wykorzenić najbardziej okrutne, szpetne i straszne przekleństwa, kto nie zabija, nie kłóci się, nie sieje niezgody i buntu.  Uciemiężeni ubodzy wyją, jęczą i płaczą, lecz nie zostają wysłuchani. Krzyczą sieroty i wdowy, a jednak trwają w zapomnieniu, ciąży im wszelka nędza, a jednak serc skamieniałych wciąż nie porusza współczucie. Możni są bardzo zajęci wymyślaniem wciąż nowych podstępów, aby zrabować cudze dobro; szukają jedynie głupców, aby zgromadzić do kupy to wszystko, co będą musieli zostawić swym spadkobiercom.

Wszystko jest pełne bezbożności, wszystko stoi lichwą i złodziejstwem, wszędzie plugawe przekleństwo, gwałt, cudzołóstwo, sodomia i inne świństwo, wszystko pełne zabójstwa i zawiści, pełne ambicji i pychy, hipokryzji i zakłamania. Wszędzie u nas dostatek podłości i nieprawości. Cnoty zatem stały się wadami, a wady niby cnotami. Czy trzeba dodawać coś więcej?

(O pogardzie dla świata [fragm.], Hieronim Savonarola)